Lifestyle

Strajk nauczycieli – o co im tak naprawdę chodzi?

Strajk nauczycieli

Dzisiaj odbywa się ogólny strajk nauczycieli. Szkoły, które się do niego przyłączyły nie prowadzą lekcji, a rodzice nie posyłają dzieci do szkoły.

Dla mniej zorientowanych o co chodzi wróćmy może do genezy tego wydarzenia. Nasza ukochana partia rządząca w bardzo szybkim tempie wprowadza reformę szkolnictwa, która polega na zamknięciu gimnazjów, wydłużeniu nauki w podstawówkach do ośmiu lat i w liceach do czterech lat. Nauczyciele się na to nie zgadzają, bo boją się, że stracą pracę, a rodzice po prostu nie wiedzą co będzie we wrześniu, bo MEN jakoś nie podaje żadnych wartościowych informacji, żeby ich uspokoić.

Przepychanka trwa już od dobrych kilku miesięcy, co doprowadziło do dzisiejszego strajku.

Zazwyczaj o tej reformie dyskutują ludzie, którzy nigdy nie mieli okazji uczyć się w gimnazjach, więc napiszę co o nich myślę z perspektywy osoby, która miała wątpliwą przyjemność doświadczenia tego.

Moim zdaniem gimnazjum to najgorszy twór jaki MEN kiedykolwiek wymyśliło! Pierwsza klasa gimnazjum wygląda tak, że jest to powtórka zakresu z podstawówki, więc dzieciaki już na starcie są o rok do tyłu. Jak ktoś w miarę uważał na lekcjach w podstawówce, to może przebimbać cały ten rok i skończyć z naprawdę dobrymi ocenami – ja tak zrobiłam. Druga klasa – ok, jest coś nowego. Trzecia klasa – przygotowywania do egzaminu, który pozbawia samodzielnego myślenia, a kocha „klucz”.

Poza tym, gimnazjum przypada na ten najgłupszy okres dojrzewania, a przez to, że dzieciaki zmieniają poziom edukacji, idą niby wyżej, to myślą sobie, że etap dziecięcy mają już za sobą, czują się bardziej dorosłe. Pamiętacie kiedy usłyszeliśmy pierwszy raz o zabawie w słoneczko? Zbiegło się to dokładnie z powstaniem gimnazjów.

O ile rozumiem obawy rodziców, bo ta reforma przebiega naprawdę zbyt szybko, nie jest dobrze przygotowania i nie była konsultowana społecznie, to postulaty nauczycieli delikatnie mówiąc mnie wkurwiają.

Oto one – znajdują się na oficjalnej stronie ZNP :

GWARANCJA ZATRUDNIENIA DO 2022r.

Że co proszę?! Czy ludzie na etacie mają jakąś gwarancję zatrudnienia poza standardową umową? Czy przedsiębiorcy mają jakąś gwarancję posiadania kontraktów? Czy nauczycielom się przypadkiem nie poprzewracało w dupach?

Mamy wolny rynek i jeżeli w jakiejś branży zmienia się koniunktura, to po prostu zmniejsza się tam zatrudnienie – proste. Dlaczego więc jakaś grupa zawodowa ma podlegać innym prawom?

Ale spójrzcie też z drugiej strony. Czy jak powstały gimnazja, to jakoś radykalnie wzrosła liczba zatrudnionych w szkolnictwie? Nie! Więc dlaczego niby nauczyciele mają stracić pracę w wyniku reformy? Jeżeli ją stracą to tylko w wyniku niżu demograficznego. Oni bardzo dobrze o tym widzą i chcą zabezpieczyć swoje tyłki zasłaniając się reformą.

UTRZYMANIE WARUNKÓW PRACY I PŁACY

Tak samo jak powyżej ZNP żąda, aby do 31.08.2022r. ich warunki pracy nie zmieniły się na niekorzyść.

Oczywiście nikt nie chce, żeby jego warunki pracy się pogarszały – to naturalne. Ale w tym przypadku Związek wykorzystuje strajk do zagwarantowania sobie tego, żeby nikt nie mógł nic im narzucić w ciągu aż 5 lat! W innych branżach nie do pomyślenia…

PODWYŻSZENIE STATUSU ZAWODOWEGO

Czyli przekładając na prostszy język – żądają 10% podwyżki i wzrostu udziału płacy zasadniczej w ogólnym wynagrodzeniu.

Wszystko ok, wiem, że w budżetówce zarabia się śmieszne pieniądze, ale ja się pytam gdzie jest jakikolwiek postulat w sprawie dzieci? W sprawie referendum? W sprawie konsultacji społecznych? W sprawie chociażby odroczenia czasowego reformy?

Nie ma takich postulatów na oficjalnej stronie ZNP!!!

Czyli kolejny raz Związek próbuje wykorzystać sprawę dzieci, którym w tym przypadku należy się największa atencja do ugrania czegoś dla siebie! Niby działacze związku mówią coś o dzieciach w oficjalnych wypowiedziach, ale widocznie nie jest to dla nich ważna sprawa, skoro nie zawarli tego nawet w postulatach! To jest obrzydliwe i to mnie właśnie najbardziej wkurwia w tej sprawie!

  • To prawda. Tyle zamieszania wokół tej reformy a tak naprawdę chodzi o to co piszesz. Co ciekawe, kiedy wchodziła reforma do szkoły, czyli gimnazja kilka lat temu wiem, że wielu metodyków nauczania ostrzegało, ze to sie nie sprawdzi a przynajmniej nie w takiej formie jakiej proponował wtedy MEN. Było już wtedy jasne, że tamta reforma jest do bani. Mówią o tym wszyscy, nauczyciele, uczniowie, wykładowcy ale z jakiś politycznych przyczyn wprowadzono taki poroniony pomysł w życie. A teraz tak naprawdę nie chodzi o dobro dzieci tylko o nauczycieli, którzy próbują wywalczyć przywileje.

    • Anesthka

      To prawda i właśnie to mnie najbardziej wkurzyło! Wchodzę na stronę ZNP, bo pomyślałam, że w radio może przeginają trochę fakty, a tam rzeczywiście nie było żadnego postulatu dotyczącego dzieci!! Takie rzeczy trzeba mówić głośno i piętnować, bo to próba szantażu i wyzysku!