Lifestyle

Zrezygnowałaś z pracy? Jesteś idiotką!

rezygnacja z pracy

Marta jest moją przyjaciółką od wielu lat. Jest naprawdę świetną dziewczyną! Zawsze mogę na nią liczyć.

Taka sama jest też w pracy – odpowiedzialna, sumienna, zawsze chętna do pomocy i przede wszystkim BARDZO ambitna. Zaczęła pracować w zawodzie już w trakcie studiów, dzięki czemu po ich skończeniu nie była typowym studenciakiem, który chce dużo kasy, a nic nie umie. Ona miała już spore doświadczenie praktyczne.

Nasi znajomi zawsze jej zazdrościli, bo Marta nigdy nie miała problemu ze znalezieniem pracy. Nie jest typem, który usiedzi długo w jednym miejscu, jeśli ono nie oferuje większych perspektyw, więc zdarzało jej się dość często zmieniać pracę, ale zawsze miała jedną zasadę – rezygnowała z jednej posady jeżeli miała zagwarantowaną już inną.

Po kilku przygodach z różnymi firmami znalazła w końcu pracę, z której była naprawdę zadowolona.

Zarabiała naprawdę dobre pieniądze, miała prywatną opiekę medyczną, dostęp do świetnych bezpłatnych szkoleń, dopłatę do nauki języków obcych, a jej tydzień pracy nie przekraczał czterdziestu godzin, co wcale nie jest standardem. A przede wszystkim miała tam bardzo dobre możliwości rozwoju i perspektywy awansu.

Wszystko układało się świetnie, aż do czasu, gdy zmienił jej się przełożony…

Wcześniej była ciągle chwalona za szybkość pracy, umiejętność radzenia sobie z problemami i niesamowitą komunikatywność.

Marta ma to do siebie, że wprost wyraża swoje zdanie. Nie znosi korpo-pieprzenia i nigdy się w to nie bawi. Szczerość jest jej wielką zaletą i nigdy nie była konfliktowa. Zawsze jest gotowa do rozmowy o swoim punkcie widzenia i nie narzuca go innym. W normalnych warunkach to świetna cecha, ale jej nowemu przełożonemu bardzo się to nie podobało. Nie mógł znieść, że ktoś może mieć inne zdanie niż on i że Marta nie wchodzi mu w tyłek pochlebstwami.

Kompletnie się nie dogadywali.

Zaczęło się od lekkich spięć, a później przerodziło się to w regularne dręczenie. Marcie dostawało się za każde niepowodzenie zespołu, a czasem nawet za nic.

Na początku krzyczał na nią w swoim gabinecie, bez świadków, a później już nawet przestał się z tym kryć. I tak nikt nie reagował…

Marta nie znosiła pracować w złej atmosferze. To wcale nie spływało po niej, choć wszyscy uważają ją za twardą babkę. Przejmowała się bardzo i stopniowo, z dnia na dzień, wychodzenie do pracy stało się dla niej udręką.

Przez parę miesięcy nosiła się z zamiarem rezygnacji. Bardzo ją do tego namawiałam, ale chyba się bała. Po prostu się bała. Ten palant bardzo obniżył jej poczucie własnej wartości.

W końcu osiągnęła punkt kulminacyjny, gdy korpo-dupek zrobił jej kolejną awanturę przy zespole tak naprawdę o nic! Kim on jest, by traktować ją jak worek treningowy!

Nie wytrzymała i jeszcze tego samego dnia złożyła wypowiedzenie. Złamała swoją zasadę, bo nie miała żadnej propozycji w zanadrzu, ale jej zdrowie psychiczne było ważniejsze! Nie miała zamiaru nabawić się nerwicy w tym wariatkowie!

Wiecie co powiedzieli jej „koledzy” z pracy, gdy się dowiedzieli, że zrezygnowała? Pomijam to, że nie reagowali, gdy korpo-dupek na nią krzyczał i publicznie ją obrażał…

Mówili tak :

  • Ale jesteś głupia, taką dobrą pracę rzucić…
  • Czemu bierzesz wszystko do siebie? Trzeba było to olać i robić swoje.
  • Jesteś zbyt wrażliwa. Przecież wszyscy przełożeni tak robią.
  • Jesteś idiotką. Nie znajdziesz szybko nowej pracy. Będziesz żałować i wrócisz z podkulonym ogonem.

Po pierwsze : ja na miejscu Marty powystrzelałabym ich wszystkich, bo jak coś pójdzie nie tak, to jeszcze się rozmnożą i ich kod genetyczny będzie produkował następnych debili.

Jak można mówić, że praca jest dobra, gdy ktoś dopuszcza się w niej mobbingu, a na myśl o niej masz mdłości?

Czy w pracy naprawdę trzeba mieć nerwy ze stali, na wszystko przymykać oczy i zapieprzać ku chwale firmy?

Osoba, która chce być szanowana w pracy i próbuje to egzekwować nagle zaczyna być uznawana za wrogą lub chwiejną emocjonalnie?

Czy to normalne?

Do jasnej cholery, oczywiście że nie!!!

Ci wszyscy korpo-wariaci traktują tak swoich pracowników, bo mają na to ciche przyzwolenie. Nikt nie reaguje. Każdy boi się odezwać, bo przecież kredyt, rodzina na utrzymaniu, jakoś trzeba zarabiać…

I właśnie przez takie podejście psychopaci utrzymują się na swoich stanowiskach…

Nie wolno nigdy pozwalać na brak szacunku! Gdyby zebrała się grupa niezadowolonych ludzi to szybko można by było załatwić problem. Z grupą osób mówiących jednym głosem łatwo nie wygrasz, a odważną jednostkę można niestety szybko zmieszać z błotem.

Pamiętaj : jeżeli nie reagujesz – jesteś tak samo winny jak agresor. Nie ma wytłumaczenia na bierność. To tak jakbyś robił to samo co on. Nie jesteś kimś lepszym.

Jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji jak Marta, to nie zdziw się, że nikt nie wyciągnie pomocnej ręki – przecież to normalne…

  • Sytuacja, jakich wiele, niestety. Dopóki jest przyzwolenie na tzw. „darcie ryja”, bo ktoś ma wyższe stanowisko, dopóty wiele się nie zmieni. Zdarzyło mi się rzucić pracę właśnie w taki sposób. I nie żałuję. Mimo iż wylądowałam na bezrobociu na pół roku.

    • Anesthka

      Bardzo dobrze zrobiłaś! Z mojej strony nie ma zgody na brak szacunku do drugiego człowieka i bardzo chciałabym, żeby inni też tak myśleli. Żeby nie udawali, że ciężko pracują, gdy ktoś inny jest chamsko besztany, bo wtedy są tak samo winni.
      Mam ogromną nadzieję, że jeżeli będzie się mówić o tym głośno, to zwiększy się świadomość ludzi na etatach, że mają swoje prawa i mogą się odezwać bez strachu przed utratą pracy. Bo to przede wszystkim w pracach etatowych dzieją się takie rzeczy.

  • Ja na miejscu Marty nie rezygnowałabym z pracy tylko poszła do sądu. Mobbing jest karalny i nie powinno takim ludziom uchodzić to na sucho.

    • Anesthka

      Problem jest taki, że w sądzie trzeba mieć świadków, a nikt pracujący w firmie nie chce zeznawać przeciwko swojemu pracodawcy.

      • a wiedzą, że pracodawca nie może im nic zrobić jeśli złożą zeznania? Wtedy pracodawca jeszcze większy problem sobie narobi. Ja jednak przeszłabym się do jakiegoś prawnika i walczyła o swoje.

        • Anesthka

          Nie wiem, czy widziałaś w tekście jakie komentarze padały, gdy Marta zrezygnowała z pracy. Tacy „koledzy” raczej nie są chętni ani zdolni do pomagania.

          • Czytałam, czytałam. Ale serio tak wszyscy? Ciekawe też, czy tak samo by mówili w sadzie pod przysięgą…

  • Kasia

    w 100% zgadzam się z tekstem. Dzisiaj mamy wszechobecną znieczulicę na wszystko: w naszych domach, na ulicach, w pracy. Warto nie pozostawać obojętnym na takie sytuacje.

    • Anesthka

      Nie tylko „warto”, a „nie można” pozostawać obojętnym. Im bardziej będziemy empatyczni i solidarni, tym lepiej dla całego społeczeństwa.

  • Polecam działać jako Freelancer i być swoim szefem 24h na dobę 🙂