Damsko-męskie

Twój facet Ci nie pomaga? To Twoja wina!

nie pomaga żonie

Agata i Robert poznali się we wrocławskim klubie. Ona piękna, w małej czarnej, na wysokich szpilkach i z upiętymi wysoko włosami. On stał przy barze, pił niezbyt dobrego drinka (co mu w ogóle przyszło do głowy, żeby zamówić drinka, a nie setkę?!) i wpatrywał się w nią jak jastrząb w swoją ofiarę. Wodził za nią oczami, ale nie zastanawiał się długo. Przystąpił do ataku – zaprosił ją do tańca i do końca wieczora nie wypuszczał z rąk. Była jego! Najpiękniejsza dziewczyna w klubie tańczyła tylko z nim.

Ich związek toczył się w bardzo szybkim tempie. Spotykali się często. Byli pełni namiętności. Mieli wtedy po 25 lat.

Robert stwierdził, że nie ma na co czekać, drugiej takiej wspaniałej dziewczyny nigdzie nie znajdzie. Oświadczył się jej po paru miesiącach znajomości, a po roku od poznania się wzięli ślub.

Na początku nie było ich stać na własne M, więc wynajęli niewielkie mieszkanko we Wrocławiu tak, żeby każde z nich miało w miarę blisko do pracy.

Po dwóch latach urodziła im się wspaniała córeczka. Byli tacy szczęśliwi! Zakochali się oboje w tym małym człowieczku bez pamięci! Jak to zwykle bywa – Lenka była oczkiem w głowie tatusia.

Po trzech miesiącach od urodzenia dziecka Agata była już bardzo przemęczona, a przecież to był dopiero początek! Lenka bardzo często budziła się w nocy i ogólnie mało spała, więc i Agata miała mało czasu na odpoczynek. To ona za każdym razem wstawała do dziecka, prała, gotowała, codziennie przygotowywała mężowi śniadanie i drugie śniadanie do pracy, robiła zakupy, sprzątała. Nie miała w ogóle czasu dla siebie, a jej libido było poniżej poziomu podłogi. Wolne koleżanki spisały ją już na straty, a Robert?

Robert wyglądał znakomicie. Wypoczęty, wysportowany (chodził z kolegami na siłownię trzy razy w tygodniu), zadowolony z siebie – w zeszłym tygodniu dostał awans i solidną podwyżkę. Jedynym słabym punktem jego życia było to, że Agata nie chciała się z nim kochać.

Jak to się stało, że pomiędzy nimi była taka przepaść? Gdzie ta miłość, wsparcie i namiętność, które były tak intensywne przed narodzinami Lenki?

Muszę Wam powiedzieć, że wcześniej Robert pomagał Agacie ze wszystkim. Dzielili się obowiązkami, a te cięższe zawsze brał na siebie. Nigdy nie pozwalał Agacie nosić ciężkich rzeczy i nie miał nic przeciwko, gdy wychodziła z koleżankami na imprezy.

Co się z nimi stało?

Po urodzeniu dziecka Agata uważała, że to ona najlepiej zajmie się dzieckiem. To ona jest kobietą, to ona ma pokarm w piersiach i to ona będzie wiedziała najlepiej jak opiekować się dzieckiem. Nie pokazała nawet Robertowi jak przewija się dziecko, bo jeszcze coś się stanie! Nie zostawiała ich samych razem, bo twierdziła, że przez minimum rok musi być wciąż przy dziecku.

Gdy Robert wychodził do pracy, to przecież obowiązkiem żony jest przygotować mu jedzenie. Wcześniej każde z nich przygotowywało sobie, ale przecież ona teraz nie pracuje, więc powinna opiekować się na cały etat rodziną i domem. Z trudem ogarniała to wszystko, ale tak bardzo kochała te dwie najważniejsze osoby w swoim życiu i nie chciała pokazać, że jest jej ciężko. Przecież wszystkie kobiety tak robią!

Robert wracał do czystego, pachnącego obiadem domu. Zawsze od razu łapał Lenkę na ręce, ale Agata zaraz mu ją wyrywała. Zakupy były zrobione, wszystko w domu ogarnięte, dziecko w mocnych objęciach mamy. Agata nie miała czasu ani ochoty nawet na chwilę rozmowy. Namawiał ją na wynajęcie pomocy domowej lub opiekunki do dziecka, ale zawsze kończyło się to awanturą. Nie chciała o tym słyszeć. Nie potrafiła przyznać, że byłoby jej wstyd. Czuł, że nie ma tam nic do roboty…

Zaczął dłużej pracować, bo może chociaż większa wypłata pomoże w utrzymaniu domu, a mimo tego Agata coraz częściej chodziła wściekła jak osa. Nie chciała rozmawiać, a w nocy nie dała się dotknąć już od dłuższego czasu. Musiał sobie radzić z napięciem sam, ale ile można?

Zaczął wychodzić wieczorami z kolegami. Na początku raz na dwa tygodnie. Później coraz częściej. Aż zobaczył ją w klubie… Była taka piękna i wyglądała na zdecydowaną i niezależną. Nie zastanawiał się długo…

Rozwód z Agatą był trudny, ale na szczęście szybki.


Już widzę te wściekłe miny kobiet i słyszę komentarze : jakim on był chujkiem!!! Jak on tak mógł? Zostawić matkę z dzieckiem? Przecież tak się dla niego poświęcała…

No właśnie, poświęcała się, ale po co? Czy on tego od niej wymagał? Przecież wcześniej bez problemu dzielili się obowiązkami. Należy raczej zadać pytanie – co jej się stało?! Co jej padło na mózg?

Wcześniej razem zajmowali się domem i swoimi potrzebami. Każde z nich miało swoją przestrzeń. Każde z nich miało pole do wykazania się, ale z czasem Agata obcięła swojemu mężczyźnie jaja. A później już zbierała tylko z tego żniwa.

Ta historia nie musiała się tak skończyć. Ona wręcz nie miała prawa się tak skończyć! Ale wiecie bardzo dobrze, że to nie jest odosobniona historia, prawda? Mnóstwo par kończy swoje związki właśnie w ten sposób.

A wystarczyłoby tylko trochę zmienić babskie myślenie…


Po dwóch latach urodziła im się wspaniała córeczka. Byli tacy szczęśliwi!

Umówili się, że będą wstawać do Lenki na zmianę. Mała była spokojna, bo i rodzice nie byli sfrustrowani zbyt częstą pobudką. Agata nauczyła Roberta przewijać i kąpać córeczkę, a dzięki temu ona miała trochę czasu dla siebie chociażby na malutkie przyjemności.

Po trzech miesiącach stwierdzili, że pomimo, że dobrze sobie radzą, to przydałaby się im pomoc, bo Lenka była bardzo ruchliwym i absorbującym dzieckiem, a oni chcieliby raz na jakiś czas wyjść na randkę lub na spotkanie ze znajomymi. Zatrudnili panią Helenkę. Przemiła osoba! Miała taką dobrą rękę i cierpliwość do dzieci. W chwilach kryzysu mogli na nią liczyć.

Kiedy Agata chciała gdzieś wyjść, a pani Helenka nie mogła przyjechać, Robert bardzo chętnie zostawał z Lenką. Nie bali się takiego rozwiązania, bo dumny tata ciągle pomagał przy dziecku i wszystko wiedział.

Gdy wracał z pracy, był zmęczony. Nie przesadzajmy, to przecież nie idealistyczny świat, tylko prawdziwe życie, ale wiedział że Agata ma tyle zajęć, że musi jej pomóc. W końcu tak mocno ją kochał. Jest facetem do cholery! Nie zostawi wszystkiego na głowie swojej kobiety.

Żona zostawiała mu zawsze drobne rzeczy do zrobienia – nastawienie lub rozwieszenie prania, mycie naczyń, drobne odkurzanie albo przygotowanie kolacji, bo chciała żeby czuł się potrzebny, żeby był częścią tego domu i ich wspólnego życia. Poza tym robił zakupy i zawsze wieczorem zajmował się Lenką.

Byli taką szczęśliwą rodziną! A w nocy pokazywali sobie swoją miłość z pełną namiętnością. Jak na początku znajomości.

Zdecydowali się na drugie dziecko…

  • Ehh, przyznam, że ja walczę non stop z hasłem „on mi pomaga/ja tobie pomagam” – nie, nie pomagasz! Tak samo, jak ja nie pomagam Tobie! Wspólnie ciągniemy ten wózek i tyle 🙂

    • Anesthka

      Pisałam już niżej, że dla mnie nie ma nic złego w słowie „pomagam”, bo pomagamy sobie nawzajem. Przecież to oznacza zrobienie czegoś dobrego dla drugiej osoby, ale też dla siebie. Same dobre i pozytywne rzeczy!

      • To jeszcze zależy, jak kto owo „pomagam” traktuje. Jeśli tak, jak o tym piszesz, może i ok. Jeśli na zasadzie „pomogłem, powinnaś być mi wdzięczna” – to już nie jest w porządku moim zdaniem.

  • Justyna Kędzia

    Wina zawsze leży po obu stronach. Zgadzam się z Tobą…

  • Sylwia Szutko

    Nie ma miłości bez wsparcia, zrozumienia i wspólnego podejmowania decyzji. A tekst? BARDZO DOBRY! 🙂

    • Anesthka

      Dziękuję ! <3

  • W ten weekend odwiedziłam mamę. Po powrocie do mieszkania zastaję lśniące na maxa, wyczyszczone. My się dzielimy obowiązkami, nie ma scysji 🙂 ciekawe jak przy dziecku by było (chociaż my z tych raczej nieplanujących rodzicielstwa…). Trzeba niezwykłej rozwagi, by się nie zapętlić… Ale tak w tej naszej kulturze mamy – w tym jesteśmy mega wschodni. Jak Ukrainki, jak Rosjanki.

    • Anesthka

      Na szczęście widać, że zachowanie kobiet powoli, powoli się zmienia i oby tak dalej 🙂

  • Pierwsza część wpisu mnie wkurzyła, ale potem zrozumiałam co chcesz przekazać. Masz racje, to się nazywa partnerstwo, a przede wszystkim trzeba rozmawiać o swoich potrzebach oczekiwaniach i słuchać co nasz partner/partnerka ma do powiedzenia.

    • Anesthka

      Dobrze, że dotarłaś do drugiej części 🙂

  • Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, jednakże zawsze mam pewne rozważania na temat tego, jak to kobiety dumne opowiadają koleżanką, jak to mąż/partner im POMAGA. Ale w czym pomaga? Zmywa naczynia, bo też jadł obiad, odkurza w wolnej chwili, bo też tam mieszka, zostaje z dzieckiem, bo jest jednym z jego rodziców… Oczywiście działa to w obie strony.

    • Anesthka

      Dla mnie słowo „pomaga” nie jest tutaj ani kontrowersyjne ani nieodpowiednie. Przecież wykonując obowiązki wspólnie ja pomagam jemu, a on mnie, żebyśmy mogli szybciej odpocząć, żebyśmy mieli więcej czasu dla siebie. Pomoc jest tutaj tylko i wyłącznie czymś pozytywnym.

  • Czytało się bardzo przyjemnie 🙂 Fajnie, że pokazałaś jak może to inaczej wyglądać… uważam też, że twój artykuł to świetny przykład jak dwie osoby powinny ze sobą szczerze rozmawiać. Na pewno nie jest łatwo, gdy kobieta nie czuje do niego pociągu – jednak łatwiej jest mu zrozumieć, że to nie jest od niej zależne.

    Ps. nie usprawiedliwia to też faceta, że znalazł drugą itp itd 😉

    chętnie będę tutaj zerkał i dodaję do obserwowanych na instagramie 😉

    • Anesthka

      O jaaaaaaaa… Bardzo mi miło 🙂

  • Mam wrażenie, że Polki już takie są. Poświęcają się ile się da, a potem się dziwią, dlaczego on mnie już nie chce i nigdy nie pomaga. To chyba wina wychowania. Mamusie dają córkom zdecydowanie zły przykład. Co zrobić? Nie wyręczać facetów w każdej pracy tylko dlatego, że ja w domu, a on zarabia, zresztą już to świetnie napisałaś.

    • Anesthka

      Dlatego już nasza w tym głowa – świadomych kobiet – żeby mówić głośno o tym, że kobieta nie jest robotem wielozadaniowym, a mężczyzna świętą krową do ubóstwiania.
      Związek nie może być udany, gdy jedna strona daje z siebie więcej niż druga, bo zawsze ktoś będzie czuł się pokrzywdzony, mniej ważny lub po prostu niekochany.
      Faceci są naprawdę zaradnymi bestiami, ale nie lubią się wysilać, gdy nie muszą.
      Są sprytni i tego trzeba się od nich uczyć.

  • Dobry tekst, choć nie do końca oddający rzeczywistość. Są bowiem mężczyźni, którzy bardzo mocno angażują się w wychowanie swoich pociech, ogólne obowiązki domowe, jak i życie rodzinne. Niestety czasem w dość bezpretensjonalny sposób są wykorzystywani przez żonę, czyli sytuacja zgoła odmienna 🙂 Muszę jednak uczciwie powiedzieć, że opisany przez Ciebie sposób wyjścia, czy zaradzenia sobie z tą sytuacją jest dobry i na dobrą sprawę uniwersalny.
    Pozdrawiam serdecznie

    • Anesthka

      Zgadzam się z Tobą w pełni, że są mężczyźni, którzy nie tylko pomagają, ale w pełni uczestniczą w wykonywaniu obowiązków domowych, czy rodzicielskich i takich mężczyzn potrzeba jak najwięcej!
      Ale żeby było ich coraz więcej kobiety muszą zdać sobie sprawę, że bardzo często to ich zachowanie doprowadza do tego, że facet odpuszcza… Tak jest mu wygodnie, a każdy chce wygodnie żyć.
      Mój tekst jest pewnego rodzaju manifestem do kobiet, że zmiana starodawnego myślenia przyczyni się do poprawy jakości związków, czy małżeństw.
      Dzięki za Twoją opinię 🙂

  • Bardzo ciekawy wpis, struktura tekstu sprawia, że dobrze się go czyta (przeczytałem od deski do deski prawie, że bez tchu ;), daje sporo do myślenia i odwraca w jakiś sposób schemat. Myślę jednak, że to jest problem o wiele bardziej złożony niż kwestia pomagania. Tutaj sugerujesz jakoby przyczyną rozwodu był brak takiej pomocy. Owszem, facet powinien pomagać kobiecie i nie ma co do tego wątpliwości jednak sądzę, że przejaskrawiłaś ten problem, jakby to on był jedyny, a naprawdę gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest mnóstwo innych mechanizmów, która potrafią nadwątlić relację. Mężczyzna przeżywa stres związany z nową rolą, kobieta często bardziej skupia się na dziecku przez co zapomina i odsuwa swojego faceta od siebie a ten czuje się odtrącony. To wszystko dzieje się gdzieś podświadomie a to tylko wierzchołek góry…

    • Anesthka

      W tym tekście chodziło o zwrócenie uwagi akurat na TEN problem, bo wiadomo, że pary mają naprawdę różne perypetie i ciężko byłoby ująć wszystko w jednym tekście.
      Ten wpis miał pokazać przede wszystkim kobietom, żeby nie myślały o sobie jak o robocie wielozadaniowym, że ich partner też powinien mieć swoje zadania i obowiązki, bo nawet najwspanialszy związek można popsuć biorąc na siebie zbyt wiele. Wtedy albo kobieta padnie psychicznie, albo facet traci zainteresowanie swoją rodziną i domem.

      • no wiem, wiem, tzn. domyślałem się, że wybrałaś jeden problem, który chciałaś omówić i z nim się rozprawić zamiast zajmować się wszystkim (co byłoby pewnie niewykonalne w jednym artykule), ale musiałem w końcu do czegoś się doczepić 😛 (przecież zawsze fajnie piszesz a tu taka okazja się nadarzyła :))

        • Anesthka

          Aha… mam Cię !! 😉

  • Marta Flak (Gofer)

    Świetny post. Idealnie pokazuje to, że wina nie leży zawsze po tej jednej, męskiej stronie. Bycie perfekcyjną pod każdym względem tak się często kończy, nie warto. Warto za to wrzucić na luz i umieć słuchać swoich potrzeb nawzajem.

    • Anesthka

      Myślę dokładnie tak samo. My – kobiety musimy w końcu zacząć myśleć o sobie i swoich potrzebach, a nie tylko o innych.

  • Ewelina Jałowiecka

    Ale ja mojego męża prosiłam o pomoc przy dzieciach….usłyszam ze potrzebuje do wszystkiego nianki…ze jego mama miala 10 h pola i 4 dzieci…

    • Anesthka

      Bardzo mi przykro, że usłyszałaś coś takiego. To są Wasze wspólne dzieci i powinniście się zajmować się nimi po równo. Facet nie jest potrzebny tylko do poczęcia przecież! Musisz z nim poważnie porozmawiać, bo teraz daje tragiczny przykład Waszym dzieciom.

  • Magda

    Bo w związku najważniejsza jest rozmowa i wspieranie się we wszystkich obowiązkach! 🙂 Świetny tekst!
    http://www.sewama.pl

    • Anesthka

      Dziękuję! Właśnie o takie wnioski mi chodziło 🙂